Domowe porządki, czyli malujemy na folii

dowolny
one

Rodzice w wakacje to mają przechlapane. Jeśli nie uda im się upchnąć dzieci na koloniach, obozach albo chociażby półkoloniach, to muszą sami zadbać o czas wolny swoich pociech. Tak nakazują nowe obyczaje. Dawniej dzieci nie oczekiwały od rodziców nic więcej poza śniadaniem i kolacją. Na obiad się wracało albo nie.

Wakacje to też dobra pora na generalne porządki w szafach. Świadoma tego, że w trakcie roku szkolnego na takie rozrywki nie ma czasu, zarządziłam przegląd materiałów plastycznych. A z tymi to wiadomo, z czasem w buteleczkach zostają jakieś smętne resztki, czego na pierwszy rzut oka nie widać. Jednak po bliższym przeglądzie… hmmm… Tu ledwo trochę, tu jeszcze mniej, tu nawet sporo, ale długo otwarte, to pewnie niebawem wyschnie do końca. Plakatówki tak mają. Chociaż trzeba przyznać, że plakatówki Fiorello długo po otwarciu zachowują swój płynny stan. 

Nie ma co, trzeba się wziąć za malowanie, póki jest czym. Tylko na papierze? Nudna. Poza tym jest lato, wakacje, trzeba dziecko na dwór wyrzucić. 

Cichaczem kazałam mężowi kupić folię. Wygląda jak śniadaniowa, ale nie dajcie się zwieść. To jest folia pakowa i była kupiona w sklepie ogrodniczym. Nie wiem, czy poza rozmiarem i ceną czymś się różni. Na wszelki wypadek nie zawijajcie w nią kanapek. Jest szersza i jest jej więcej. I o to chodziło. 

Folia została rozwinięta między dwoma drzewami. Jeśli nie macie drzew, możecie wykorzystać cokolwiek, choćby mocno wbite w ziemię kije. Ale muszą być długie i naprawdę mocno wbite. Powiem Wam po cichu, że dobrze sprawdzą się rury hydrauliczne, ale te grubsze, odpływowe. Jeśli macie w pobliżu trzy drzewa albo cokolwiek co może drzewa udawać, to jeszcze lepiej. Uda się wytworzyć więcej powierzchni do malowania. 

Do malowania na folii potrzebowałyśmy:

  • folii,
  • farb plakatowych,
  • kleju z brokatem,
  • pędzelków,
  • kubka-niekapka na wodę,
  • ubrań, których nie żal.

To ostatnie jest dość ważne, przy takiej zabawie dzieci brudzą się niemiłosiernie. No ale wiadomo, brudne dziecko to szczęśliwe dziecko. 

Malowanie na folii to nie to samo, co malowanie na papierze, płótnie, desce czy czymkolwiek stałym. Folia potrafi „uciekać” pod naciskiem i trzeba się z tym liczyć. Tak na marginesie, najlepiej, gdy folię rozwiną dwie osoby dorosłe. Będzie lepiej naciągnięta. Z dziećmi wyszło, jak wyszło. Następnym razem wykorzystam obecność męża. 

Dziewczyny (bo jak zwykle: „Mamooo, ale Dominika z namiiii, dobrzeeeee?) uznały, że skoro są wakacje, to trzeba się trzymać tematu lata. Na motyw przewodni wybrały palmę na wyspie i uznały, że najlepiej będzie namalować ją placami. Jak się brudzić, to na całego. Prawda jest taka, że nadmiar farby plakatowej i kleju z brokatem bezlitośnie cieknie po palcach i robi plamy na nogach. I chociaż z praniem nie powinno być problemu, bo zarówno klej z brokatem Fiorello, jak i farby plakatowe Fiorello nie pozostawiają trwałych śladów i łatwo dają się sprać, kazałam dziewczynom założyć ciuchy, których nie żal. Dzięki temu bez drżenia serca patrzyłam na ich wycieranie rąk w spódnice. 

Obraz jak obraz, malarkami raczej panienki nie zostaną. Ale nie w tym rzecz. Bo dzieci lubią rozmach i to było widać. Nie lubią ograniczeń. A malowanie w domu ogranicza. Kartka mała, podkładka pod nią też nie za duża, po stole malować nie wolno. A na dworze? Chlapać można, ile się chce, wygłupiać, śmiać, machać rękami i nikt nie powie: „Uważaj, bo chlapiesz!” 

Z rzeczy praktycznych:

– Zarówno klej z brokatem, jak i farby plakatowe dobrze rozprowadzają się na folii i równie dobrze trzymają.

– Ostatecznie farby widać wyraźniej, za to brokat fajnie odbija światło. Dobrym rozwiązaniem jest połączenie farb i kleju.

– Żeby dokładnie opróżnić małe buteleczki z klejem trzeba kazać dzieciom włożyć palce do środka. Z niewiadomych powodów to była prawdziwa frajda. Obie pilnowały kolejności i sprawiedliwości, żeby czasem któraś nie włożyła tego palca więcej razy. Butelki opróżniły uczciwie.

Kiedy już namalowały tę wyspę, uznały, że druga strona też w sumie zasługuje na jakąś dekorację, ale sił trochę zabrakło. Zaczęły. Skończą kiedyś… Tym razem pędzlami i plakatówkami. Chyba jednak rękami było fajniej. 

 

Ania