Elegancka laurka na Dzień Nauczyciela

ok. 45 minut
two

– Mamusiu, laurki trzeba robić.

W myślach zeskanowałam kalendarz, ale żadna rodzinna uroczystość do głowy mi nie przyszła. Wśród znajomych też nie. O co jej może chodzić?

– Jakie laurki?

– No na Dzień Nauczyciela, a na co?

– Już? Przecież dopiero wrzesień. A Dzień Nauczyciela w połowie października.

– Mamoooo, ja mam dużo nauczycieli, zapomniałaś? Nie zrobię wszystkiego w jeden dzień. Muszę zacząć już teraz, to się do połowy października wyrobię. To mają być ładne laurki, a nie jakieś na kolanie robione, rozumiesz?

Rozumiem. Udało mi się wychować całkiem fajne dziecko. Nie dość, że umie pomyśleć o innych, to jeszcze planuje pracę miesiąc naprzód. Ja tak dalekosiężnych planów nie mam. 

– Dobrze, to jaka ma być ta laurka?

– No ładna, a jaka?

– A tak dokładniej?

– Elegancka. Wymyśl coś.

No jak zwykle. 

Teoretycznie laurkę robi się łatwo, wystarczy złożyć kartkę na pół, coś narysować, napisać i już. Ale to ma być elegancka laurka, nie może być byle jaka. No i moje dziecko z przedszkola wyrosło, już nie bardzo wypada rysować krzywe czerwone serduszka. Proste też za dziecinne. Nie przejdzie. Kwiatki? Były rok temu, dwa lata temu… Niby mogłyby być i teraz, ale kwiatki? Takie oczywiste. Każdy może zrobić laurkę z kwiatkami. Nie, to nie to. To ma być elegancka, nieoczywista laurka. Dużo laurek. Ta będzie prototypem. 

Ostatecznie do zrobienia laurki przygotowałyśmy:

  • papier kolorowy, ale nie taki zwykły, tylko pastelowy, gruby, do prac artystycznych,
  • nożyczki proste,
  • nożyczki dekoracyjne,
  • klej do papieru,
  • długopisy żelowe,
  • grube mazaki, które ostatecznie okazały się nieprzydatne (mamusiu, tu nie ma srebrnego, a te kolory nam nie pasują).

W bloku papieru kolorowego znalazłyśmy pięć kolorów. Z białego zrezygnowałyśmy. Reszta wzbudziła nas zachwyt. Bo też i było się czym zachwycać. Gruby, przyjemny w dotyku. Z jednej strony gładki, z drugiej lekko porowaty. Przypomina nieco papier czerpany. Bije na głowę ten „zwykły” kolorowy papier. 

Arkusz kremowego papieru został złożony na trzy. Teoretycznie powinno być równo, ale ja od dziecka nie wymagam precyzji. Wolę jak jest zadowolone, że robi coś samo i może mieć z tego satysfakcję. Powstrzymuję się od uwag typu: tu popraw, tu źle, tu krzywo, tu jeszcze raz. Zamiast tego staram się podkreślać pozytywy: ładnie ci wyszło, świetny pomysł. Zresztą w przypadku laurki z brakiem precyzji poradziłyśmy sobie inaczej. Brzegi zostały ozdobione nożyczkami dekoracyjnymi. W kilka chwil po obu stronach krótszych boków arkusza papieru powstały dekoracyjne ząbki. 

Nożyczki dekoracyjne mają pięć różnych końcówek. Ich wymiana jest bardzo łatwa. Ja to robiłam „w powietrzu”, ale dziecko używało specjalnej nakładki. Ostrza są dzięki temu zabezpieczone i nie ma obaw, dziecko się nie skaleczy. Sama wymiana nakładek to kilka sekund. Można to zrobić dowolną ilość razy. Dlatego wypróbowałyśmy wszystkie nakładki po kilka razy. Najbardziej przypadły nam do gustu różowe i granatowe. Pozostałe nie pasowały nam do grubego papieru, próbowałyśmy, ale coś było nie tak. Nic to, następnym razem ozdobimy cienki papier. 

Tymczasem wróćmy do laurki. Dwa szerokie paski przyklejone na skos na dwóch zewnętrznych częściach laurki to była dosłownie chwila. I wyszło nad wyraz dekoracyjnie! Szczerze mówiąc, pierwotne plany były inne, po obu stronach tych pasków miały być rysunki, ale… 

– Mamusiu, to jest takie ładne, że ja bym tu już nic nie rysowała.

Faktycznie, czasem mniej znaczy lepiej. Miało być elegancko. 

Pozostała sprawa dekoracji w środku. Najpierw uznałyśmy, że przykleimy takie paski po bokach, potem zobaczyłyśmy, że zostają ząbki i to dziwnie wygląda. Ząbki trzeba zakryć. I to był strzał w dziesiątkę. Zewnętrzna strona zyskała dodatkowe tło. Mała rzecz, a cieszy. 

Przy okazji muszę zauważyć, że mam bardzo spostrzegawcze dziecko. 

– Mamusiu, ale jak złożymy tak te paski jeden na drugim i wytniemy, to nam wyjdzie potem jedna strona gładka, a druga nie. Nie może tak być.

Kurcze, faktycznie. Ona zauważyła, ja nie. Jest zdecydowanie bardziej plastyczna niż ja. Za to ja jestem bardziej techniczna. I to ja musiałam przeciąć dwa złożone razem kawałki papieru (musi być symetrycznie, mamusiu), dla dziecka to było jednak trochę za trudne. Przecięcie na raz dwóch  arkuszy papieru wymaga nieco siły. 

– Wiesz co, dziecko moje kochane? Ta twoja laurka to wygląda jak zaproszenie.

– Zaproszenie na co?

– Właściwie to nie wiem. Na co chcesz. Po prostu wygląda jak zaproszenie.

– Ale to jest laurka, nie zaproszenie.

– Tak wiem, to jest laurka. To napisz na środku, co masz do napisania.

Do napisania został wybrany srebrny długopis żelowy. Tylko on był najbardziej pastelowy. Żywe kolory zostały zdecydowanie odrzucone.  

Pierwsza laurka gotowa.

 

Ania