Galaxy Liście

1 godzina
one

Moje dziecko ma daleko do szkoły. Tak jakoś wyszło, że po różnorakich reformach rejonowa szkoła wypadła dwa kilometry od domu. Ale co tam. To nie są dwa kilometry przy autostradzie, tylko dwa kilometry przez park, kawałek ulicy i drugą ulicę, bardziej przypominającą leśną drogę. Taka podróż do szkoły i z powrotem to sama przyjemność i okazja do zbierania skarbów. Były już kasztany, były żołędzie, przyszła pora na liście. 

– Mamusiu, weź jeszcze ten czerwony i ten duży, i te żółte też. Zrobimy z nich Galaxy Liście.

– To i ten mały wezmę. A co to są Galaxy Liście?

– No nie wiesz??

– No jakoś nie. Wyjaśnisz?

– Takie błyszczące jak Galaxy.

– I jak chcesz to zrobić?

– Bardzo łatwo, pomalujemy klejem z brokatem i będzie super. Zawołam Dominikę, bo już jej mówiłam i ona też chciała. 

Do zrobienia Galaxy Liści potrzebowałyśmy niewiele: kleju z brokatem, kartek z bloku dla zabezpieczenia stołu i oczywiście liści. Gdzieś po drodze dziewczyny uznały, że przydałyby się pędzle. 

 

Jak zrobić Galaxy Liście? Najprościej na świecie – pomalować je klejem z brokatem tak, by błyszczały różnokolorowo. Koniecznie kolorowo. I koniecznie różno. Dziewczyny nie były usatysfakcjonowane jednokolorowymi pracami, chociaż nasz zestaw Gliterr Glue to 10 różnych kolorów. Trzeba je było mieszać, łączyć i patrzeć, co wychodzi. I właściwie jak patrzyłam na dziewczyny, to doszłam do wniosku, że właśnie to było sensem i celem ich pracy. Ostateczny efekt w postaci liści był jakby z boku. Bardziej liczyło się, że:

– To się świeci jak prawdziwe Galaxy! Woooooow!!!

– A moje jest bardziej zielone. Ciociu, może być zielone Galaxy?

– Może, oczywiście, że może. (No jak ciocia mówi, że może, to może, prawda? Mam nadzieję, bo kompletnie nie znam się na kolorach Galaxy).

– To ja teraz błękitny z różowym!

– To ja fioletowy z zielonym!

– Co ci wyszło, jeeejaaaaa, jakie fajneee!

I tak to mniej więcej wyglądało. Dużo radości, śmiechu, eksperymentów, mazania pędzlami i palcami, a w efekcie kolorowe liście. Bez ładu, składu, żadnego planu, bo nawet jak jakiś był, to szybko został przekreślony. Ot, taki sobie radosny, twórczy happening w pewne jesienne popołudnie. To jeden z tych przypadków, który przyniósł dużo pozytywnej energii, a trudno go opisać, bo tylko malowanie, malowanie, malowanie… 

Klej z brokatem ma to do siebie, że po pierwsze jest bardzo dekoracyjny, po drugie bardzo łatwy w użyciu, po trzecie bardzo długo schnie. Nasze liście po pomalowaniu schły prawie dobę. Oczywiście dzieci, jak to dzieci, chcą zrobić i od razu mieć gotowe. Dlatego propozycję, by następnego dnia pomalowały drugie strony liści, całkowicie zignorowały. To był już nowy dzień i nowe pomysły. Nie zmuszałam. Przyjdzie czas na wieloetapowe prace, ta najwyraźniej nie miała tyle szczęścia. 

– To co mam zrobić z tymi liśćmi, jak nie chcecie malować?

– Zrób bukiet i postaw na stole, będzie ładnie.

– Nie chcę cię martwić, ale nie mamy wazonu na te liście.

– A po co wazon? Weź tę szklankę, którą malowałam kredkami, będzie akurat. Tylko tej kulki z plasteliny nie wyjmuj, ona musi tam być.

Wolałam nie dociekać po co. Musi, to musi. Szklanki stoją na stole, odkąd zostały potraktowane kredkami do szkła, bo „przecież są tak ładne, że nie możemy ich umyć i schować”. 

Nie wiem tak do końca, co kryje się pod hasłem Galaxy Liście, ale jedno muszę mojemu dziecku przyznać, w słońcu wyglądają naprawdę kosmicznie. 

Zabawa była lekka, łatwa i przyjemna, ale czasochłonna. Pamiętajcie, że dzieci przeważnie pracują wolno. Tylko czasem zdarzają się prawdziwe pędziwiatry. Reszta delektuje się każdą drobinką brokatu. Dlatego te jedenaście liści było malowanych okrągłą godzinę.

 

Ania