Na szkle rysowane

– Mamusiu, ale jak coś narysujemy na oknach, to to już tak zostanie, prawda?

– Na zawsze?

– No tak.

– No nie.

– Jak to? Trzeba będzie to zmyć?!

– Okna się czasem myje, wiesz?

– A nie mamy takich, co nie trzeba ich myć?

Zastrzeliła mnie. W pierwszej chwili chciałam powiedzieć, że nie, bo jak już myję okna, to nie pomijam żadnego. W drugiej chwili przypomniałam sobie, że kilka lat temu wymieniliśmy okna. Z tych starych miała powstać prowizoryczna szklarnia, ale jakoś do tego nie doszło i do tej pory leżą pod wiatą. Tamtych faktycznie nie myję. 

– Mamy. Ale to te stare. Leżą pod wiatą.

– Mogą być i stare, mnie to nie przeszkadza. Ale nie będziemy ich myć?

– Deszcz zmyje.

– Przed deszczem zabezpieczymy. Tatuś ma takie duże płachty foliowe, to sobie jedną weźmiemy. Pozwoli nam, prawda?

– Oczywiście, że pozwoli. To co, idziemy rysować?

Poszłyśmy. Do rysowania po oknach użyłyśmy specjalnych kredek do szkła. Wyglądają i przypominają Silky Twisters, podobnie się wykręcają, ale są dużo bardziej miękkie. Bardzo ładnie rozprowadzają się po szkle. Nie trzeba poprawiać po kilka razy, już po pierwszym pociągnięciu widać wyraźną, grubą kreskę. Są wykręcane, nie ma potrzeby ich temperować. Ręce nie brudzą się przy rysowaniu. Jedynie, gdy dotknie się ręką rysunku, zostają ślady. Wystarczy woda, nawet bez mydła, żeby je zmyć. Nie mają żadnego zapachu. 

Sześć podstawowych kolorów to dość, by narysować coś fajnego. Na przykład kota. Czarnego jak kot sąsiadów. I jego ulubioną żółtą miskę, na której wysypujemy mu kocią karmę. Kot sąsiadów przyszedł w gości jak na zawołanie. Żywy model można powiedzieć. Na drugim oknie pojawiły się kwiatki, bo niby czemu nie? Moje dziecko rysuje kwiatki i słoneczko wszędzie, gdzie tylko się da. Pogodne dziecko, można powiedzieć. 

Rysowanie po szybach nie wymagało ani uwagi, ani precyzji, ani koncentracji. Ot, taka nieskomplikowana zabawa w sobotnie popołudnie. Wykorzystałyśmy ten czas na rozmowę. Mało go mamy, odkąd się zaczęła szkoła, a tematy nigdy się nie kończą. Dziecko jest fantastycznym partnerem do rozmów, pod warunkiem, że potraktujemy je poważnie. 

– A tymi kredkami można rysować tylko po szybach?

– Nie, dlaczego? Przecież nie tylko szyby są ze szkła. Chcesz narysować coś na szklankach?

– A mogę? To pewnie, że chcę!

Rysowanie po szklankach wymaga trochę większej uwagi, bo jednak łatwiej się pobrudzić. Trzeba uważać, by chwytać szklankę tam, gdzie nic nie było rysowane. Nasze szklanki miały jakieś matowe wzory. Jeden został pokolorowany, druga szklanka zyskała zupełnie nowe oblicze. I oczywiście znowu kwiatek. No tak, byle do wiosny! Rysowanie po szklankach wymaga też odrobiny precyzji i koncentracji.

Efekt? Skupienie, wyciszenie, relaks. Super sprawa. Możemy z czystym sumieniem polecić każdemu, kto czuje potrzebę oderwania się od trosk i zmartwień. Niezależnie od wieku. Genialne oczyszczenie umysłu, chyba to polubię. I chyba kupię więcej szklanek, bo dziecku szybko zabraknie. Myć oczywiście nie można, bo „zrobimy wystawę, mamusiu”. Nie upieram się. Dzieciństwo trwa krótko, trzeba je wycisnąć jak cytrynkę.  Pomagam w tym, jak tylko mogę. Na przykład, godząc się na kolejny krok:

– Mamusiu, a te kredki to są tylko do szkła? Da się nimi rysować po czymś jeszcze?

– Da. Po glazurze na przykład.

– W łazience? Moooogęęęę?

– Możesz, ale pamiętaj, że to spłynie przy kąpieli. Mogę nie myć starych okien, mogę nie myć szklanek, ale nie proś, żebyśmy przestali prysznica używać.

– No dobrze, to w łazience się umyje, ale tylko w łazience.

Grunt to sztuka kompromisu, prawda? 

Rysowanie po kafelkach okazało się jeszcze przyjemniejsze niż rysowanie po szkle. 

– Tutaj to się naprawdę dobrze rysuje! Glazura jest bardziej gładka niż szkło, to jest super!

Coś czuję, że kredki zamieszkają na stałe w łazience, bo faktycznie wystarczyło lekko pochlapać wodą i wszystko spłynęło. Ale to też plus, codziennie przy kąpieli można narysować coś nowego! 

 

Ania