Domowy recykling, czyli łatwe sowy

1 godzina
one

No i stało się… 

– Mamoooo, nudzi mi sięęęęę.

– Rozbierz się i ubrania pilnuj, jak nie masz co robić.

No dobra, może to nie było miłe ani grzeczne, ale na litość – nie mam w domu niemowlaka, żebym musiała zabawiać. 

– No bo Dominiki nie ma i nie mam się z kim bawić.

– To się sama pobaw.

– Nie chcę sama. Nie lubię. Ty się ze mną pobaw.

– I co jeszcze?

– I zrobimy sowy.

No jak zwykle… 

Właściwie mogłam się wykręcić pracą, sprzątaniem, niechceniem, czymkolwiek. Ale jak nie teraz, to kiedy? Tylko jak się robi sowy?! 

 

– Jak ty chcesz te sowy robić, z czego? Bo nie chcę cię martwić, ale uszyć nie ma z czego, piór też żadnych nie mamy poza różowymi.

– No z rolek, a z czego? Rolek mamy dużo. Okleimy, pomalujemy, dorobimy oczy i dzioby i będą sowy.

– Jak to takie proste, to może sama zrobisz?

– Sama nie. Ty zrobisz ze mną, prooooszęęęęę.

Wymiękłam. Jak zwykle. Na szczęście dotrzymała słowa. Sowy robi się szybko, łatwo i przyjemnie. 

 

Na naszym ogrodowym stoliku zastałam:

  • papier kolorowy,
  • nożyczki,
  • klej („Nie wiem, który wybiorę, to przygotowałam oba”),
  • mazaki,
  • farby gwasz,
  • pędzelki,
  • kubek-niekapek,
  • rolki po papierze toaletowym.

 

– Nie martw się, będzie łatwo i szybko – pocieszyło mnie dziecko.

– Nie martwię się. W sumie to jestem ciekawa, coś ty znowu wymyśliła.

– Zrobimy sowią rodzinkę, damy im imiona i będziemy się bawić.

Sowy robi się rzeczywiście łatwo, dlatego zrobiłyśmy aż pięć sztuk. Zajęło nam to około godziny, jeśli odliczymy czas schnięcia farb. Gruba warstwa gwaszów schła kilka godzin. Jedną sowę można zrobić w kwadrans. 

Krok 1. Kolorujemy rolki. Chociaż sowy są szare, to kolor rolek jakoś nas nie zadowalał. Ustaliłyśmy, że nasze sowy będą kolorowe i każda będzie inna. Dlatego dwie rolki zostały oklejone kolorowym papierem, dwie pomalowane na jednolity kolor farbami gwasz, a jedna to gwaszowe marble, trzy różne kolory zostały wyciśnięte na rolkę i rozprowadzone tak, by kolory nie dały rady się całkiem połączyć. Wyszło maziajowato, ale i tak ta sowa została naszą faworytką. Papier kolorowy został przyklejony klejem Amos do papieru i drewna. Uznałyśmy, że jest lepszy niż zwykły biurowy w sztyfcie. 

Krok 2. Robimy uszy. Każda szanująca się sowa ma uszy. Z naszymi sowami było łatwo, wystarczyło lekko ścisnąć górną część rolki, a następnie zagiąć do środka górne krawędzie. Uszy nie są może idealne równe, ale czy widział ktoś idealnie symetryczną sowę? 😉

Krok 3. Sowa musi mieć oczy. Sowy z papieru kolorowego dostały oczy narysowane trójkątnymi mazakami. „Minuta roboty mamo”. Faktycznie. Z malowanymi sowami było nieco trudniej. Tu przydały się pędzelki do malowania artystycznego i farby gwasz. Trzeba się było skupić, żeby oczy wyszły w miarę symetrycznie, ale udało się.

– Ta jedna to ma chyba zeza.

– No przecież specjalnie. Zaraz jej zrobię śmieszny dziób. Ona cała jest śmieszna. Widziałaś kiedyś czerwoną sowę?

Zielonej też nie widziałam, ale lepiej siedzieć cicho. 

Krok 4. Sowa musi mieć dziób. Mały trójkącik skierowany w dół. Tylko sowa marble ma nieco inny – otwarty. „Ona będzie taka zdziwiona”. Moim zdaniem ona się trochę irytuje, wskazują na to nastroszone pióra, ale pozostańmy przy wersji dziecka.

Krok 5. Sowa musi mieć piórka. Ostatecznie nie każda je ma, ale co tam. Drobne wzorki na dolnej części rolek załatwiły sprawę. Część została zrobiona mazakami, część farbami. Zielona sowa dostała przy okazji skrzydełka. Jako jedyna.

Im bliżej końca prac, tym bardziej przerażała mnie myśl, że będę musiała się owymi sowami bawić. Kleić, wycinać, malować, proszę bardzo, ale bawić się w sowią rodzinkę to już niekoniecznie. Ratunek nadszedł z nieoczekiwanej strony. 

– Jakie ładne sowy zrobiłyście! Która jest mamusią?

Chyba jeszcze nigdy widok Dominiki nie ucieszył mnie bardziej!

Należą Wam się jeszcze dwa słowa informacji. 

Farby gwasz to nie byle jakie farby. Teoretycznie jest to rodzaj farby akwarelowej, co mogłoby tłumaczyć fakt, że gwasze nie zostawiają niepożądanych plam, łatwo je zmyć nawet po dłuższym czasie. Jednak nie są to zwykłe „akwarelki”. Bardzo ładnie i równo kryją, stosunkowo szybko schną (o ile nie zrobi się z nich warstwa gruba na milimetr, tak jak nam się udało), można malować jedną warstwę na drugiej. Po wyschnięciu nie widać żadnych smug. Świetnie nadają się do malowania palcami. Szczerze mówiąc, ja nie używam pędzelka, chyba że muszę namalować jakiś drobny szczegół. 

Trójkątne mazaki to must-have każdego przedszkolaka. Co prawda moje dziecko z przedszkola wyrosło, ale co to szkodzi, skoro są poręczne i mają ładne, żywe kolory? Natomiast dla maluchów taki trójkątny kształt, to duże ułatwienie w nauce prawidłowego trzymania pisaka. Nasze mazaki mogą pochwalić się wygodnym, składanym opakowaniem, dzięki czemu na pewno żaden nam nie zginie. Aha, mają w sobie tusz na bazie wody. Nie śmierdzą!

 

Ania