Domowy recykling, czyli robimy łańcuch na choinkę

1 - 2 godziny
two

Dzieci uwielbiają Święta Bożego Narodzenia. Wiadomo – choinka, prezenty, przerwa świąteczna… Gdyby mogły decydować, święta trwałyby rok.  A na pewno rok stałaby w domu choinka. W moim na bank.

– Mamusiu, ale ten łańcuch na choinkę to musimy zrobić już teraz.

Że co proszę?? W listopadzie??

– Nie wydaje ci się, że to trochę za wcześnie?

– No nie, w grudniu nie będzie czasu na takie zabawy, sama mówiłaś.

No tak Matko-Polko, cokolwiek powiesz do dziecka, zostanie użyte przeciwko tobie. W moim domu ta złota zasada sprawdza się jak… złoto właśnie. Wystarczy chwila nieuwagi, nieopatrznie rzucone zdanie i już jestem załatwiona. Mimo to próbowałam dalej.

– Nie wydaje ci się, że mamy już dość łańcuchów na choinkę?

– Nie, takiego nie mamy, same w sklepach kupione. A ja chcę mieć taki, co sama zrobię.

– No to rób – skapitulowałam.

– Sama nie dam rady. Musisz mi pomóc.

No jak zwykle, jak zwykle…

Poddałam się. Co innego mi pozostało?

Łańcuch w założeniu miał być nieskomplikowany, dziecinnie prosty. I prawie taki był. Momentami tylko musiałam udzielić pomocy.

 

Do zrobienia łańcucha przygotowałyśmy:

  • 3 rolki po ręcznikach papierowych
  • 6 rolek po papierze toaletowym
  • klej w sztyfcie do papieru
  • bibułę
  • klej z brokatem
  • brokat sypki
  • nożyczki

Rolki po papierze i ręcznikach u nas mieszkają w specjalnej szufladzie, nigdy nie wiadomo kiedy się przydadzą. Jeśli jednak odczuwacie braki, poproście rodzinę i znajomych, by je dla was odkładali. W kilka dni zdobędziecie potrzebną wam ilość.

Łańcuch został wykonany według pomysłu i pod dyktando dziecka.

– Mamusiu, najpierw musimy oblepić te rolki bibułą.

Oblepiamy. Klej w sztyfcie jest idealny do takiej roboty. Wystarczy dokładnie pokryć nim rolkę i owinąć nią bibułę.

– Mamusiu, roluj jak sushi.

Fakt, wygodnie było oklejać w ten sposób. Ale jak ktoś woli to robić w powietrzu, to też nic nie stoi na przeszkodzie. Tak naprawdę nawet nie musi być idealnie równo. Moje dziecko postanowiło zrobić kilka rolek kombinowanych:

– Najpierw przykleję niebieski, a potem zielony, będzie taki turkusowy.

No powiedzmy.

– A tutaj poprzyklejam różne. Będzie taka śmieszna mozaika.

Pomysł wydawał mi się dziwny, ale nie protestowałam. Na szczęście. Bo chociaż na całej rolce wyglądało to mało zachęcająco, to po pocięciu efekt był naprawdę fajny.

Kolejny krok to pokrycie bibuły brokatem. Tu zastosowałyśmy dwie techniki. Mnie bardziej podobał się klej z brokatem, bo pracuje się nim szybciej i dokładniej. Wystarczy wycisnąć trochę na rękę i przejechać nią kilka razy w górę i w dół po rolce. Moje dziecko postawiło na klej i sypki brokat. Mała kombinatorka nie pokrywała klejem całej oklejonej bibułą rolki, tylko rysowała jakieś tajemnicze esy-floresy, by po chwili zasypać je przygotowanym wcześniej brokatem. I znowu – na całej rolce wyglądało to jak niedoróbki, na pociętej – bardzo efektownie. Nie wiem, po kim ona ma takie pomysły, raczej nie po mnie niestety 🙁

Obsypane brokatem rolki odłożyłyśmy na szafę na 24 godziny. Głównie ze względu na klej z brokatem, który długo schnie. Biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia, dałyśmy mu dużo czasu.

Następnego dnia zrobiłyśmy to, na co moja córka od początku czekała. Najpierw przecięłyśmy każdą rolkę wzdłuż, a następnie pocięłyśmy w poprzek na paski około centymetra. Około, bo przecież „mamusiu, nie muszą być wszystkie identyczne”. Gdyby komuś zależało, można sobie odmierzyć linijką szerokość poszczególnych pasków.

A potem to już „tylko” sklejenie pasków w kółeczka, przewlekane jedno w drugie. Klej do papieru w sztyfcie  zastąpiłyśmy płynnym klejem do papieru, drewna i tkanin. Jest lepszy do tektury. Wbrew pozorom nie schnie długo. My zastosowałyśmy metodę liczenia do dziesięciu przy klejeniu. Dokładnie wyglądało to tak, że na jedną stronę paska nakładałyśmy małą kulkę kleju, przyciskałyśmy drugi koniec i liczyłyśmy do dziesięciu miarowym tempem. Obstawiam, że około 10 sekund było potrzebne, by klej związał. Tak naprawdę cała robota nie trwała długo. Kolejność kolorów ustaliła moja córka według sobie tylko znanego klucza. Wolałam nie wnikać. Klej wbrew pozorom nie skleja palców, jest bezpieczny, ale gdy nazbiera się go na palcach więcej, niebezpiecznie przyklejają się do bibuły na rolkach. Dlatego w czasie pracy kilka razy myłyśmy ręce. Po wyschnięciu klej nie kruszy się.

Nasz łańcuch ma dwa metry. Tyle wyszło z sześciu małych rolek i trzech dużych. Łatwo zgadnąć, że gdybyśmy cięły węższe paski, byłby cztero metrowy. Może nawet wyglądałby subtelniej. Jednak uznałyśmy, że na naszą gęstą choinkę, cienki i subtelny łańcuch nie pasuje. Za to długość nie do końca nam odpowiada, niewykluczone, że dorobimy drugą i trzecią część. Rolki jeszcze mamy.

Aha, na sam koniec moje ciekawskie dziecko odkręciło to coś pomarańczowe z drugiej strony kleju. Ja myślałam, że to jakby zatyczka i w ogóle się tym nie interesowałam. Okazało się, że tam jest dziurka z gumką, można wycisnąć klej i od razu rozsmarować. Idealna rzecz dla dzieci z zaburzeniami integracji sensorycznej, odpada potrzeba dotykania kleju palcem.

Zrobienie łańcucha to praca lekka łatwa i przyjemna. Całość zajęła nam dwie godziny, dokładniej – dwa razy po godzinie.

 

Ania