Domowy recykling, czyli skąd się biorą palmy wielkanocne

1 godzina
one

– Mamo, wiesz, że niedługo będzie Niedziela Palmowa? Trzeba o palmie pomyśleć?

– Niedługo? Dopiero był Popielec, do Niedzieli Palmowej jeszcze trochę czasu.

– No ale palma musi wyrosnąć.

– Co zrobić?

– No nie wiesz, skąd się biorą palmy?

Zawsze myślałam, że palmę wielkanocną po prostu kupuje się pod kościołem, albo gdzie kto woli, ale okazało się (po raz kolejny zresztą), że nic nie wiem o życiu.

– Palmy wielkanocne to nie są takie zwykłe palmy. Są kolorowe, wiosenne i rosną na drzewach.

– Poczekaj. Oryginalne gałązki palmowe faktycznie rosną na drzewach, ale przecież nie te, które się nosi do kościoła. Te to jakaś atrapa.

– No to ja sobie zrobię atrapę drzewa palmowego. Tylko mi gałązkę utnij, bo sama nie dam rady. Z resztą sobie poradzę.

Całe szczęście…

Za gałązki palmowe posłużyły obcięte kawałki choinki, a dokładniej – jodły. Jodła to twardzielka, koniec lutego, a ona jeszcze ma igły. Trzeba jej było poobcinać. Całkiem ciekawie wyszło.

Oprócz gałązek moje dziecko wykorzystało:

  • Blok techniczny
  • Klej z brokatem
  • Wykręcane kredki Silky Twisters
  • Bibułę
  • Kubek niekapek i pędzelek
  • Nożyczki
  • Rolki po papierze toaletowym

Drzewko, na którym rosną palmy wielkanocne to wynalazek mojego dziecka. Ja tylko przyjęłam do wiadomości, że takie coś na pewno jest. Jest, to jest. Jest sens się kłócić?

Jodłowe gałązki, ponieważ są giętkie i sprężyste, zostały pocięte na krótsze kawałki, ułożone na kartce z bloku technicznego i przyklejone do niej klejem z brokatem. Zamiennie można użyć kleju do drewna i papieru, który zrobi się przezroczysty po wyschnięciu. Moje dziecko uznało, że palma ma błyszczeć i klej z brokatem będzie najlepszy. Tak między nami mówiąc, ten drugi chyba byłby skuteczniejszy, ale nie ja tu decydowałam.

Rolki po papierze zostały złożone na pół i pocięte na szerokość mniej więcej centymetra. Ostatecznie okazały się listkami palm. Do kartki zostały przyklejone oczywiście klejem z zielonym brokatem. Ja bym wybrała kolorowy, ale miałam zakaz odzywania się. Dobrze, że zdjęcia mogłam robić.

W pierwotnej wersji listki miały być w środku pomalowane farbami, ale moje dziecię uznało, że to bez sensu, kredki będą lepsze. Nie wiem, czy faktycznie dobrze wybrała, ale wiem, dlaczego to zrobiła.

Kredki Silky Twisters to prawdziwe cudo. Przede wszystkim są wykręcane. Nigdy więcej temperowania. Ale to nie wszystko. Mają niesamowicie miękki grafit, a mimo to nie ośmieliłabym się nazwać ich świecowymi. No i są wykręcane – tu akurat przydał się naprawdę długi grafit. Wygoda przede wszystkim. Wyglądają jak długopisy i tak samo trzyma się je w dłoni. Ale to nadal nie wszystko. Wystarczy pędzelek i odrobina wody, po delikatnym zmoczeniu rysunek wygląda jak namalowany farbami. Chociaż uczciwie mówiąc, na kartce z bloku technicznego efekt nie był tak dobry, jak na papierze kolorowym, gdy robiłyśmy motyle.

Przy okazji malowania warto wspomnieć o kolejnym cudzie – kubku niekapku do pędzelków. Jak powszechnie wiadomo (a na pewno wszyscy rodzice wiedzą) największym problemem przy malowaniu jest wycieranie pędzelka o krawędź kubeczka lub miseczki. Z niewiadomych powodów woda spływa na zewnętrzną stronę, brudzi stół i ogólnie jest nieszczególnie. Z kubkiem-niekapkiem ten problem nie istnieje. Woda zawsze wraca do kubka. Jestem tak pewna jego działania, że pozwalam stawiać na drewnianym stole bez obaw o kolorowe plamy.

Kiedy już wszystkie listki zostały narysowane i potraktowane pędzelkiem, moje dziecko uznało, że pora na kolorowe ozdoby. Nieśmiało zauważyłam, że to jednak nie choinka, na co dowiedziałam się, że palmy wielkanocne są kolorowe, a ja to już chyba całkiem zapomniałam, jak palma wygląda. Lepiej było milczeć. Kolorowe ozdoby to skrawki bibuły zwinięte w ciasne kulki i przyklejone gdzie popadło oczywiście klejem z brokatem.

Na mnie osobiście całość robi nieco festyniarskie wrażenie. Kto wie, może faktycznie stąd się biorą PRAWDZIWE palmy wielkanocne? Ja nie wiem, ja się nie znam.

 

Ania