Domowy recykling, czyli gąsienice z opakowań po jajkach 

1 godzina
two

Moje dziecko twierdzi, że nie powinniśmy niczego wyrzucać, bo wszystko może się przydać. Bardzo praktyczne podejście. Szkoda tylko, że nie mamy do dyspozycji zamku o stu komnatach, żeby to wszystko przechowywać. Co jakiś czasu postanawia mi udowodnić, że ma rację i z byle czego da się zrobić coś niezwykłego. 

– Mamoooo, a jak przyjdzie Dominika, to możemy robić gąsienice?

– A róbcie sobie, co mnie to obchodzi?

– No bo musisz być przy tym, ktoś nam musi pomóc.

– W czym niby? Nie dacie same rady?

– No nie bardzo.

– Dziecko daj mi żyć, taka ładna pogoda, a ja mam siedzieć z wami w domu i robić gąsienice? Wy sobie siedźcie, jak chcecie, ja idę na dwór.

– Nie martw się, my też przyjdziemy i wszystko przygotujemy. Tylko potem tam bądź.

No jak zwykle… 

Słowne to moje dziecko. Jak przyszło co do czego, to na podwórkowym stoliku zastałam:

  • połowę opakowań po jajkach (ta góra to nam niepotrzebna),
  • farby plakatowe (a raczej to, co po nich zostało z malowania na folii),
  • farby gwasze (bo same plakatówki nie wystarczą),
  • kubek-niekapek,
  • pędzle,
  • nożyczki,
  • zszywacz.

– Mamusiu, to my to pomalujemy teraz, ale potem trzeba pociąć i pozszywać, nie damy rady.

– Dziecko możesz mnie oświecić, co ty kombinujesz?

– No normalnie, to będą gąsienice, pomalujemy to, potniemy i połączymy. Kolorowe będą.

– Ale po co to ciąć i łączyć, skoro i tak są połączone? Nie wystarczy przez środek na pół?

– Nie, ma być kolorowo i krzywo.

– Nie chcę cię martwić, ale to nie będzie za ładne.

– A widziałaś kiedyś ładną gąsienicę? No mamo, weź…

– Wszystkie są ładne.

– Żadna. Ładne to są dopiero motyle z tych gąsienic, gąsienice są brzydalne, ale fajne. Robimy gąsienice i już.

Zrobiły. Pomalowały te spody opakowań według sobie tylko wiadomego klucza. Jedno w żywych wesołych kolorkach, drugie jakby przybrudzone (gąsienice zawsze są brudne), a trzecie… no na mój gust to styl Monster High. Szarość, fiolet i czerń, no wypisz wymaluj te lalki, na które patrzeć nie mogę. 

Przy okazji warto zauważyć, że zarówno farby plakatowe Fiorello, jak i moje ulubione gwasze świetnie się sprawdziły przy tej zabawie. Nie wsiąkały w dość chłonne w sumie opakowanie po jajkach, ładnie kryły i szybko wysychały. Popołudniowy wiatr pomagał. Nie wiem, czy w domu byłoby tak samo szybko, ale pewnie niewiele dłużej. Malowanie odbywało się zamiennie palcami i pędzlami. Dodatkową rozrywkę stanowiło wycieranie palców i pędzli w bluzki… Śmiało możecie to zrobić w domu, tylko znajdźcie jakieś ciuchy robocze. Chociaż ja żadnych plam po tych farbach nie widzę, no ale tak na wszelki wypadek 😉

Z pomalowaniem dały radę same, ale ciąć opakowania po jajkach wcale nie jest tak łatwo. Nie wiem, z czego te opakowania po jajkach są zrobione, ale wbrew pozorom nie są zbyt sztywne. Miękkie dosyć są. Pewnie dlatego nie wyszło zbyt równo. Nie wiem, czy dziewczyny ten fakt zarejestrowały. Koniec końców na stoliku ułożyły mi trzy gąsienice i kazały to pozszywać. 

– A same nie możecie?

– Nie. Twoja kolej.

– A nie możecie tego klejem połączyć?

– Nie, jak będą pozszywane, to będzie można nimi ruszać, a jak skleimy ,to się rozpadną.

– Klej Amos dobrze trzyma, nie przesadzaj.

– Ale ruszać się nie będą. Nie marudź.

Ja ją kiedyś normalnie z rodziny wypiszę… 

Dyskusje z dzieckiem nie zawsze mają sens. Czasem dobrze jest ustąpić. Zresztą zszywanie nie jest taką znowu ciężką pracą, żebym miała się przed tym bronić. 

– Ślepe te wasze gąsienice.

– Faktycznie. To przykleimy im te ruchome oczy. Mamy jeszcze?

– Mamy.

– A czułki? Nie zrobicie im czułków?

– Mamo, ty to się książek dla dzieci naoglądałaś, czy co? Gąsienice nie mają czułków, to dzieciom się tak rysuje.

O matko, jaka ja niewykształcona. Już im nie przypominałam, że gąsienice są włochate… 

Gąsienice dostały oczy. I poszły w trawę. Trochę wysuszoną, ale ponoć tam im będzie najlepiej. Szczerze mówiąc, gąsienic tam nie widziałam, za to koników polnych mnóstwo. Ale nie powiem im tego, bo wymyślą, że trzeba koniki zrobić… 

 

Ania