Farby olejne cz. 1

one

Tym artykułem otwieram nowy cykl o malarstwie olejnym. Tym bardziej się cieszę, że oleje to moja ulubiona technika i mam ogromną przyjemność mogąc przybliżyć ją innym. 

O historii słów kilka:

Farby olejne zostały spopularyzowane w XV wieku przez flamandzkich artystów i bardzo szybki wyparły tempery, które panowały wcześniej. Choć najwcześniejsze ślady malarstwa olejnego pochodzą z VII wieku i zostały znalezione na terenie Afganistanu, to właśnie europejski renesans zadecydował, że będzie to wiodąca technika malarska przez kolejne stulecia.

Kolejnym ważnym punktem w historii olei jest wynalezienie… tubek. Wyobraźcie sobie, że kiedyś każdy malarz był również na poły chemikiem i sam mieszał swoje farby: łączył barwniki, dodawał olejów roślinnych a czasem wosku lub innych dodatków i wszystko ucierali. Potrzeba było do tego wiedzy, umiejętności i oczywiście warsztatu. Dlatego do XIX w. całe malarstwo zamknięte jest w pracowniach. Tubki opatentował w 1814 roku John Goffe Rand. Tymczasem za początek impresjonizmu (a tym samym początek sztuki nowoczesnej) uznaje się wystawę z 1874, otwartą w Paryżu. Nie, to nie jest przypadek. Możliwość wyjścia z pracowni w plener, choć niepozorna, miała wpływ na całą sztukę na świecie.

Być może kolejną rewolucją będzie niedawne wynalezienie farb olejnych rozcieńczanych wodą. Dowiemy się pewnie za pięćdziesiąt lat.

zdjęcie: Claude Monet „Impresja – zachód słońca”. Prezentowany na wystawie w 1874 w Paryżu

Co jest takiego wyjątkowego w farbach olejnych? 

Żadna inna technika nie daje takich możliwości. Można uzyskać efekt akwareli, albo kłaść centymetrowe warstwy farby. Kolory są głębsze niż w temperze i mają szerszą gamę niż akryle. Mieszając je można uzyskać każdą barwę, jaką uchwyci ludzkie oko. W zależności od użytego oleju, mają różny połysk i inaczej wygląda pigment. W razie potrzeby można uzyskać też całkowicie matowy efekt. Nie wymyślono jeszcze niczego, co by miało takie możliwości jak oleje i było równie trwałe.

A wady?

Każdy podobno jakieś ma, tu nie jest inaczej. Główną jest to, że w tradycyjnych olejach bez rozpuszczalników się nie obejdzie. Potrzebujemy ich by rozcieńczać farbę i myć pędzle. Kolejną jest czas schnięcia obrazów. W zależności od rozpuszczalnika i grubości położonej farby to od tygodnia, do trzech. Niestety, w magiczny sposób nieumyte pędzle schną znacznie szybciej i jeśli nie umyjemy ich od razu, pozostaje kupić nowe. Oleje po wyschnięciu są nie do ruszenia, a nie da się ich tak łatwo zeskrobać, jak akryli. Pamiętając o tym wszystkim muszę przyznać, że nie są dobre dla najmłodszych artystów. Pierwsze kroki najlepiej stawiać na farbach wodnych i do tych przejść dopiero, kiedy twórca zamalowuje tylko płótno, a nie wszystko dookoła.

Jak się przygotować?

Podstawowy warsztat jest podobny jak przy akrylach + rozpuszczalniki. Pędzle – głównie twarde ze szczeciny, paleta, pojemnik na medium, szmatki i podobrazie. O szczegółach napiszę więcej w drugiej części cyklu.

Coś jeszcze?

Mam nadzieję, że Was zachęciłam i nie możecie doczekać się malowania. Proszę tylko, by nie rozpoczynać pracy przed poznaniem tajników… czyszczenia pędzli. Niedługo zdradzę jak zrobić to skutecznie. Szkoda by było wyrzucić pierwszy zestaw zaraz po debiucie.

Książka widoczna na zdjęciu: Monet; Stefano Zuffi, Stefano Peccatori; seria Klasycy Sztuki; wydawnictwo HPS, Przedsiębiorstwo Wydawnicze „Rzeczpospolita” S.A.

Obraz: Agata Dżułyńska-Krupa; Peonie

Agata

Bibliografia:

https://www.polskieradio.pl/23/266/Artykul/174084,HISTORIA-SZTUKI-Afganskie-korzenie-farb-olejnych

http://voynichgrullo.blogspot.com/2014/06/tubka.html

Podobało się? Podziel się z innymi!