Fajerwerki na papierze

25 minut
one

Były już dekoracje sylwestrowe, imprezowe nakrycia głowy i wyrzutnia do konfetti. Za to pomysłu na domowe fajerwerki na papierze jeszcze u nas nie było. Chyba każdy mniejszy i większy człowiek lubi sztuczne ognie: kolorowe, błyszczące i piękne. Nie lubią ich jednak zwierzęta i warto o tym pamiętać! Jednak zapewniam, że tym razem żaden pies lub kot się nie przestraszy. Zapraszam do zabawy i zachęcam, by w tym roku ograniczyć się do fajerwerków na papierze, by zaoszczędzić zwierzakom stresów!

 

Czego potrzebujemy?

  • czarnego papieru technicznego
  • rolki po papierze toaletowym
  • brokatów w kleju, dobrze sprawdzą się duże tubki
  • farb plakatowych w słoiczkach
  • nożyczek
  • palety lub talerza

 

Jak zabrać się do dzieła?

Etap 1:

Bierzemy rolkę papieru toaletowego i nacinamy ją z jednej strony tak, by powstało coś w rodzaju pędzelka. Głębokość nacięć powinna sięgać maksymalnie do połowy rolki, a najlepiej do jednej trzeciej jej długości.

Od tego, jak gęsto będą zrobione nacięcia zależy efekt końcowy. Kiedy skończymy, powinniśmy rękami poodginać powycinaną część na zewnątrz, tak jak na zdjęciu.

Możemy też zrobić w ten sposób kilka rolek, a będziemy mieli trochę większe możliwości przy kolejnych etapach.

Etap 2:

Na paletę wyciskamy sporą ilość brokatów (przy małej tubce na jedną zabawę może zejść cały zapas, dlatego polecam większe opakowania). Następnie  maczamy w nich ponacinaną rolkę i odbijamy na czarnym papierze. Możemy to zrobić kilka razy, a jeśli mamy więcej kolorów, spróbować stworzyć jakąś kompozycję.

Później przekładamy na paletę farby i powtarzamy wszystko jeszcze raz. Można mieszać ze sobą kolory, a także łączyć je z brokatami.

Ta kolejność działań jest ważna, jeśli mamy tylko jedną rolkę. Dlaczego? Ponieważ nie uda nam się wyczyścić tektury z farby, więc jeśli najpierw użyjemy farb, to później nie uda nam się zrobić fajerwerków z samym brokatem.

Gotowe! Jeżeli poprzestaniemy na takich fajerwerkach będziemy mieć pewność, że żadne zwierzątka nie będą przez nas cierpieć, nie zgubią właścicieli, nie zostaną ranne, ani nie zginą. Chyba warto prawda?!

 

Agata